niedziela, 22 czerwca 2008
jestem.
Czuję się staro.Skończyłam tą, drugą klasę i już od września będę szczęśliwą trzecioklasistką.
Tak, bardzo szczęśliwą ;] Czekają mnie trzy egzaminy do napisania, cała ta punktowa gorączka, rekrutacja do LO. Olaboga i jeszcze mój rocznik pisze egazamin z języka obcego.
Ja muszę pisać z niemieckiego i nie mogę nawet zmienić na angielski...Witaj w PG nr 7.

Co tam jeszcze u mnie słychać ?? A jestem pół-euro-sierotą i w najbliższym czasie będę zmuszona oznajmić kogo bardziej kocham. Najbardziej kocham Siebie i nikt tego nie zmieni.

Cóż takie jest życie i każdy prędzej czy później musi się zmierzyć z jego ciemną stroną.

grzywki już nie mam.

czwartek, 27 grudnia 2007
Oto zdjęcie roku.


                                              Przegraliśmy. Moja mina chyba mówi sama za                                               siebie.


PS.Zdjęcie pochodzi ze strony p.Bogdana Kurysa.
    Warto odwiedzić bo fotografie są bardzo dobre,polecam galerię kozielską;]
sobota, 22 grudnia 2007
Merry Christmas :)
grzywek2   <--------- Viveik ma konkurencję ;]

W czwartek Agnieszka na informatyce zwróciła mi uwagę,że na blogu rzadko ukazują się nowe notki, a przerwa między ich publikowaniem wynosi średnio 2 miesiące.
żeby nie stać się leniwym blogowiczem postanowiłam zmobilizowac moje szare komórki i wreszcie coś tu napisać.

Dużo się prze ten czas działo. A to włoski poszedł w odstawkę - brak czasu.W drugiej klasie jest mnóstwo nauki i okazało się już z czego tak naprawdę wolę mieć bardzo dobre oceny,a z czego będę dostawała 2 i 3 (1 też już mam na koncie;p).

Jestem na dzień dzisiejszy przewodniczącą SU w PG moim ukochanym, a co lepsze Baśka jest moim zastępcą :)
Kólko dziennikarskie się utworzyło, myślimy nad nazwą gazetki szkolnje. Moja propozycja padła na "Pompę" i będziemy konkurencją dla obecnie działającej "gazety".

Jutro jeśli się uda pojadę na mecz. Mostostal gra z "dobrem narodowym" czyli ze Skrą Bełchatów;]
Licze na zwycięstwo chociaż będzie trudno:) Dwa tygodnie graliśmy z AZSem i wygraliśmy ( z Azot wracałam MZK i byłam po 23 w domu;d), tydzień temu wygraliśmy z Resovią (byłam, ale na zakupach świątecznych) i teraz wypadaloby znowu wygrać :)

Co do zakupów świątecznych.. Wszędzie ludzi, tych samych towarów i niczego ciekawego. święta bez śniegu ? To nie święta.
Babcia nakleiła 380 uszek - wiadomo Zuzia przyjeżdża ;P

I jestem gwiazdorem-narratorem w jasełkach :) Dwa występy podczas Wigilli to troszkę za dużo:)


A wam wszystkim życzę wszystkiego dobrego w nadchodzącym Nowym Roku
i udanych świąt Bożego Narodzenia spędzonych w gronie najbliższych.


piątek, 12 października 2007
shock !

Powracam do korzeni.

Dobrze, dobrze … Stęskniłam się za bollywoodami, kollywoodami i Maheshem.

Brakuje mi Indian ciemna i chociaż dzięki pracy na bollywood.net.pl mam z tym całym szoł-biznesem i historią całego tego przemysły styczność to brakuje mi tego oglądania, 3godzinnych opowieści…

Nie ukrywam,że Dhoom jest moim ukochanym filmem,ale tym ulubionym jest Sholay z 1975 roku.
W "Donie" zaś 39letnia Helen tańczyła z blisko 3 kilogramowym makijażem. Zdjęcie z jabłkiem bardzo lubię.Jest tajemnicze i nie ukazuje Helen jako gwiazdę tanecznej estrady.

Helen - diva Bollywood. Dziś aktorka ma 68 lat, ale Ci co,bolly się interesują wiedzą,że lata 60-70 to był jej czas.Nie zachwyca swoją grą aktorską, choć jest bardzo utalentowana.Dla bollywoodzkich aktorek jest wciąż niedoścignionym wzorem.Najmocniejszym atrybutem Helen był jej taniec.Tańczyła odważne sekwencje taneczne i miała w sobie "to coś".Była indyjską Bardotką - mężczyźni ją kochali, kobiety z całego serca nienawidziły.


Rekha zaś budzi u mnie mieszane uczucia. Rozumiem,że utalentowana, taniec też jej bardzo dobrze wychodziła aczkolwiek nie bez powody w swoich czasach (lata 70-80 te) nazywano ją indyjską Cher.Mocny makijaż,liczne romanse i ten jeden najsławniejszy - z Amitabhem Bachchanem. Zagrali w 9 filmach, część z nich widziałam.Rekha świetnie gra ukochaną Bocianka, ale gdy już występuje w filmach z innymi aktorami tej "chemi" między bohaterami nie widać.Trudno znaleźć zdjęcie Rekhi bez makijażu bądź w makijażu lekkim.Do dziś maluje usta mocnym odcieniami szminki i nazwano ją kiedyś na forum "Starą Pudernicą":P


Jakoś tak się rozpisałam.... Kolejne części wkrótce:)

Come back is wonderful:P



środa, 29 sierpnia 2007
Mazury
A jeden z weekendów spędziłam na Mazurach:)

Ukta wita. Widziałam Wojewódzkiego i Muchę. Matko jego kudły w realu wyglądają jakby rok szczotki nie widziały.

Przyjechaliśmy (byłam z Ojcem Chrzestnym,ciocią,7 lentim kuzynem i 4 letnia kuzynką) około 14 i poszliśmy na 1,5 godzinne zwiedzanie Parku Dzikich Zwierząt w Kadzidłowie.



Koło godziny 16 wyruszyliśmy na spływ kajakowy.Trasa malownicza i krótka (16km) ale udana.
Po spływie pojechaliśmy zjeść coś w Ruciane-Nida,ale nic nie znaleźliśmy. Wróciliśmy do Ukty i najedlismy się kotletem schabowym,ziemniaczkami i suróweczką.
Następnie zdziwiliśmy,a później rozśmieszyliśmy właściecieli pola namiotowego bo normalni turyści nie rozstawiają namiotu o 23 zero-zero.:)

W niedzielę zaliczyliśmy Galindię -wioskę wikingów, plażowanie nad jeziorem, obiad w Łuknajnie i podziwianie wielkiego jak cholera jeziora Śniardwy i godzinny postój w Ostródzie na lodach:)

Zdjątek dużo nie mam bo są na płycie,którą zostawiłam u babci w domu;/

Z cyklu : NIECH ŻYJE WOLNOŚĆ,WOLNOŚĆ I SWOBODA:d






Oczywiście wraz z figurą ichniejszego Boga pilnowałam porządku na terenie parku:)



Gdy jechaliśmy na Mazury , gdzieś za Kwidzynem, w szczerym polu O.CH zatrzymał samochód.Co się okazało ?? Zapomniał namiotu:P

Nie ma jak zakręcona rodzinka:P

19:15, psikusowo
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 27 sierpnia 2007
wakacje 2007 - part 1
Blisko cały sierpień spędziłam u babci.Rodzice mieli tylko tydzień urlopu tak więc siedziałam sobie na Pomorzu i co najlepsze nie nudziłam się.:)

Byłam na koncercie Rmf Fm, Brodka i Maryla Rodowicz śpiewały.Piersza ogólnie smęciła, druga dała świetny występ.Cały koncert był pod patronatem dwóch plotkarskich szmatławców i telewizji nowej generacji N. Fajne apaszki mieli,ale nie rozdawali ich tak sobie.Trzeba było pójść do namiotu i zabajerować,że się jest zainteresowanym ową telewizją- Grzechu z Agą w ten sposób zdobyli czarne apaszki.Ja takich podchodów nie robiłam i zadowliłam się czerwoną piłeczką i 5 balonami + zdjęciem z Colinem F.






Jeździłam sobie nad jezioro do Sztumu (tak,to tam jest to "sławne" więzienie:P),grałam codziennie w badmintona i Ojciec Chrzestny wykosił nam kosiarką boisko prawie jak Wimbledon:)

11 sierpnia miałam imieniny i od godziny 6 rano do 23 byłam w Gdańsku na zakupach.Pojechałam sobie z O.Ch ,ciocią i dwójką ich dzieci na wielkie kupywanie.Oni chodzili po hipermarketach w poszuukwianiu plecaka i przyborów szkolnych dla mojego 7letniego kuzyna,Ikeach,Leroy Merlinach,Obi a ja po sklepach z ciuchami.Zaliczyliśmy trzy wielkie parki handlowe ; Osowa,Manhattan i Matarnia,gdzie zrobiłam duuże zakupy:P

Tegoroczny tort:)



CDN...
11:22, psikusowo
Link Komentarze (2) »
niedziela, 26 sierpnia 2007
Rimini part 3
Jakoś juz mi się nie chce opisywać szczegółowo obozu:) Za dużo by tego było..:)


Odwiedziłam Krainę alkocholem i perfumami płynącą czyli San Marino. Miasteczko ładne,ale większość przyjeżdża tam nie oglądać widoczki tylko oddać się zakupowemu szaleństwu. Nasza liczna bo 10 osobowa grupa nie zrobiła nic innego tylko kupywała,kupywała i jeszcze raz kupywała alkochol..dla rodziców;]
Były degustacje likierków i Natalia się upiła. Dziwne prawda ?? Ale do meritum.
Likeru dawali mało,ale ilość smaków powalała: amaretto,pinakolada,likier kasztanowy,melonowy,bananowy itd. Natalii wypiła może jeden kieliszek tej mieszanki wybuchowej,było ciepło,a kierowca miejskego busu pomylił porty i zawiózł nas na drugi koniec miasta - wracaliśmy gdzieś z godzinkę z butelkami w rękach:) Po kolacji wchodzę do ich pokoju i co widzę?? Karolina spokojnie sobie siedzi na balkonie,Marta się śmieje,a  bohaterka leży i majaczy na łóżku.
Normalni to tam nie pojechali:)

Wycieczką numer due była słynna MIRABILANDIA.
To jest raj :) Katun,rollercastery,wieże ciśnień,Niagara,aqua park.Pokazy Akademii Policyjnej, Blues Brothers Show, lekcje salsy, skoki do wody, show nad jeziorem o 22ej - coś niesamowitego:) I kino 4D też było i sikały na nas stworki z filmu:) W Mirabilandi spędziliśmy 2 dni.Na rollercosterze straciłam okulary przeciwsłoneczne... Połamały mi się :(

Wenecja - miasto bogate,budowle pełne przepychu ale nie zachwyciło mnie jakoś szczególnie.Gorąco było to po cienistych uliczkach sobie z dziewczynami chodziłyśmy i do McDonalda zajrzałyśmy:) Wydałam aż dwa euro.Mam zdjęcie pod Chanelem i D&G:] A za przepłynięcie gondolą makarony chciały 80 ojro;/ Jak usłyszałam cenę to mysłałam,ze do kanału wpadnę:)



W drodze powrotnej na wolnocłówce zakupiłam megapakę marsów,piórnik z 20 paczkami mentosów oraz 2 kilo miśków Haribo.
Zapomniałam zabrać swoją ulubioną czapkę z autokaru, podczas obozu dwa razy złamały mi się okulary słonkowe, pękła dwuczęściowa bransoletka Nike i zgubiłam bransoletki z koralików;)


Z Natalią byłyśmy w supermarkecie, na Starym Mieście. Na kasie siedział straszy pan. W sklepie oprócz nas była jeszcze kasjerka,kilka sprzedawczyń i ochronioarz chociaż ten ostatni zamiast pilnować tegoż przybytku bardziej był zajęty tym co się dzieje na zewnątrz:)Przyszło mi zapłacić i ów Pan mówi do mnie po angielsku, dobra jest inglisz nam to mu odpowiadam, a Nati:

-Tee.. dobry dziadek,po angielsku szprechga:)
I w tym samy momencie "Dziadek" z uśmiechem na twarzy oznajmia :
-Dobry dziad,dobry dziad.

Obecni w sklepie zaczęli się śmiać, ochroniarz szysbko przyleciał obczaić co się dzieje, ludzie z ulicy przychodzili i też się śmiali,a  biedna N stała zaczerwieniona i nie wiedział czy się śmiać czy płakać :D

I tym optymistycznym akcentem zakończę relację z Włoch.
Chyba ,ze coś mji się jeszcze przypomni.





12:02, psikusowo
Link Komentarze (2) »
sobota, 28 lipca 2007
Goodbye
Jadę jutro na Pomorze i od tego momentu jak się da pisać będę od babci.
Na gg wchodzić nie będę, bio i newsy na najlepszy z portali wysyłać będę mejlem:)

Mam nadzieję,że fotki od dziewczyn z Rimini dojdą,a sama powklejam fotki z pięknych okolic:)
Trzymajcie się :*

Aha, dziś na Pottera do kina idę :) Ciekawe czy sie zawiodę/ bądź film wyśmieję :P

wtorek, 24 lipca 2007
Rimini part 2
Następna część wspomnień z Rimini :) Czuję się jakbym jakąś powieść pisała,a nie zwykłą notkę na bloga.
Się poznało kilka osóbek:) Resztę znałam z greckiego obozu, niketórzy byli nowi i znali się ze szkół tak więc zaczynam opisywać Rodzinę Radia Maryja czyli najlepszych z najlepszych:)

ZNAJOMI :

Natalia -  Tę dziewczynę polubiłam całym moim dil:) Przesympatyczna dziewczyna, z nią i Karoliną miałam najlepszy kontakt na obozie. Z racji swojego biustu często zaczepiana prze obywateli Włoch.Od września nie będzie miała internetu jednakże telefony komórkowe mamy i korzystać z nich będziemy:)Aha, Nati bollywoody zaczyna oglądać. Obejrzała już nawet KHNH tak więc poczciwy psikusek zaoferował jej pomóc oraz uraczył wykładem o kinematografii indyjskiej:P




Karolina - Współlolkatorka Natalii. Jagienka nasza ukochana. Zawsze potrafiła nas "przenieść" na ziemię, pomocna, dobra duszyczka i przecudowna osóbka.niestety w pierwsze dni spalona słońcem na plażę często nie wychodziła,ale gdy tam byliśmy wszystkie razem wesoło było i to bardzo.
Od września dostępna online i napewno nam się kontakt nie urwie:)



Marta- Fanka punku i Dżemu.Słucha Myslovitz i kojarzy Akuratów.Słowem, muzyczna bratnia dusza:) Zawsze dało się z nią porozmawiać,iść na spacer i to w dużej mierze dzięki niej będę miała dużo fotek z wyjazdu.Póki co publikuję swoje.




Ewelina - Z nią też dobrze się porozumiewałam.Często zarzucała mi,że marudzę i się od nich izoluję.Jednakże miałam wtedy prawo (wtajemni9czeni wiedzą o co chodzi:P) i od nikogo nie izolowałam się.Fanka muszelek.Mogłaby je zbierać nonstop.Był nawet pomysł żeby pójść na plażę o 6 rano w celu wyławiania ich jednak sam zainteresowana na spotkanie to nie wstała.:)Dzięki niej również będę właściecielką pięknych zdjęć.Obecnie Ewelina przebywa nad polskim morzem.



Ewelina to te dziewczę w spódniczce.Większość fotek została cyknięta w 2 dzień gdy nikt z nas opalony nie był:)


17:27, psikusowo
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 23 lipca 2007
wakacyjnie
Powróciłam ze słonecznej Italii i zabieram się do opisywania,wklejania i wszystkiego co mój wyjazd mogłoby wam przybliżyć. San Giuliano Mare (Rimini)
jest warte uwagi zresztą jak całe Rimini.Ja tak naprawdę w Rimini mieszkałam,ale nie w centrum tylko w tej dzielnicy:)

Na początek może wkleję teledyski piosenek,które słyszałam często na MTV,w Mirabilandi i wszędzie gdzie tylko przebywałam.

"E RAFFAELLA E MIA" Tiziano Ferro



Gdy tylko pieśń ta z idiotycznym teledyskiem rozbrzmiewała na popularnym kanale muzycznym,brałam do ręki pilota i przełączałam na inny kanał. Tiziana
Raffaella naprawdę działała mi na nerwy.Z czasem piosenkę polubiłam i codziennie na dzień dobry jej słucham :)

"STAY" ELISA"



Kocham tę piosenkę ! Włosi zresztą też. Nadawana jest dosłownie wszędzie.Elisa jest gwiazdą i to w dużej mierze jej tworczość zachęciła mnie do poznawania języka włoskiego.Na żywo śpiewa nawet lepiej niż na klipie :) Bardzo dobrej jakości teledysk.

"PARLAMI D'AMORE" NEGRAMARO



Też całkiem miła piosenka dla psikusowego uszka:) Hit Mirabilandi, chociaż tam to nawet "Working Class Hero" Green Day'a puszczali.


HOTEL.

Dwugwiazdkowy hotel "Maioli". Prowadziło go włoskie małżeństwo, a pomagała im dwójka Polaków: pani Monika i pan Jarek vel Marihuanina.Budynek 3piętrowy tak więc winda była:) Mieszkałam w pokoju dwuosobowym, z łazienką,balkonem telewizorem.Jedzenie było naprawdę dobre.

Na śniadanie godz.9 -płatki,chleb, ser,szynka,pomidor kawa lub herbata.

Na pastę godz.13 - makaron z sosem (był śmietanowy,rybny,pomidorowy itd) + podwieczorek i oczywiście woda butelkowana, a nie z kranu.

Na obiadokolację godz.19 - zupa, bufet z sałatkami (naprawdę duży wybór) i danie dni, np filety rybne z frytkami itd. + woda.

W ostatni dzień było najlepsze jedzenie :) Zamiast pasty dostaliśmy lazanię i arbuza,a na obiadokolację po pizzy dla każdego i tiramisu.
Właściciele mieli psa yorka,ale brzydka była:)Mój ładniejszy i przynajmniej uczesany.
Ogólnie obsługa i właściciele byli bardzo mili i sympatyczni dlatego dziwią mnie ich słowa,że już żadnych grup polskich widzieć po nas u siebie nie chcą :D

Okolica

Chodziliśmy na plaże publiczne do Rimini (15 minut drogi), ale mieliśmy także u siebie plażę publiczną jednak była dla nas troszkę za mała :)
San Giuliano Mare to raczej dzielnica dla młodych rodzin i emerytów bo tam życia towarzyskiego raczej nie było.Odbywały się koncerty na molo, za którym będę tęsknić bo cudowne było. Stare Rimini piękne jest, Nowe to już inny świat. Pełno 3-4gwiazdkowych hoteli, pasaż z klubami,dyskotekami,restauracjami oraz sklepami z ciuchami:)
Stare Rimini i Rynek urzekło mnie architekturą i niesamowitą atmosferą,która tam panuje. Plusem Starego Miasta była także lodziarnia gdzie jadłam najlepsze lody na świecie :)


CDN.

Teraz jeszcze omówię sprawę zdjęć.Można mnie nazywać eUgeniuszem ponieważ gdzieś tak w połowie obozu stwierdziłam,że zepsuł mi się aparat ponieważ nie chciał się włączać.W domu okazało się,że źle wkładaliśmy baterie.Tak więc najciekawsze plenery mnie ominęły i muszę czekać do września na fotki od dziewczyn.W najbliższym czasie postaram się wkleić swoje.


20:38, psikusowo
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3